Wspomnienia z USA (cz.I)

Byłem tam. W kraju ogromnych możliwości, wielkich ludzi, potężnych korporacji, gigantycznych pieniędzy i …obfitych biustów. Byłem w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jednak nie piszę tego postu żeby się chwalić i  rozpływać nad wyjątkowością tego miejsca. Chcę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami z podróżowania  tamtejszymi szosami, zwyczajami panującymi na drogach i trendami w amerykańskiej motoryzacji. Let’s roll!

Cadillac Escalade Pickup

Jak część z Was z pewnością zdążyła zauważyć w drugim zdaniu panuje wiele epitetów wyrażających rozmiar. Tak, Stany są krajem kochającym format XXL i manifestują to na każdym kroku. W świecie motoryzacji producenci wyznają zasadę „im więcej tym lepiej”. Tyczy się to nadwozia, mocy silnika, felg oraz specyfiki  osi, bowiem wiele aut typu pickup posiada podwójną tylną oś. Skoro już jesteśmy przy pickupach to warto zaznaczyć, że są to jedne z najczęstszych wersji nadwoziowych spotykanych w USA. Ford F-150, Dodge Ram czy Toyota Tundra to modele, które cieszą się największym powodzeniem wśród „rednecków”. Sam miałem okazję jeździć Fordem F-150 oraz Dodgem Dakota z silnikiem V6. Niesamowite jest to, jak auta o takich gabarytach swobodnie i bez wysiłku rozwijają moc i ze spokojem nabierają prędkości. Przyjemność z ich prowadzenia była nie mniejsza niż w przypadku lekkiego coupe, aczkolwiek zupełnie inna.

Ferrari Italia

Jednak samochodami cieszącymi się największą popularnością w Ameryce są SUVy. Szansa na to, że tuż za rogiem zobaczymy Chevroleta Suburbana jest równie duża jak na kolejny przegrany mecz polskiej reprezentacji w piłkę nożną (sorry chłopaki). Osobiście bardzo mi się ten trend podoba, ponieważ miałem częstą okazję radować oko moim ulubionym przedstawicielem tego gatunku, czyli Cadillakiem Escaladem. Gdy tylko się pojawiał na ulicy, czuć było w powietrzu powiew elegancji w nowoczesnym wydaniu i dźwięk spokojnie mruczącego V8. Szkoda, że w Polsce jest to wciąż widok egzotyczny. Z kolei, wyznawców american muscle z pewnością ucieszy fakt, że liczba Fordów Mustangów oraz Chevroletów Camaro poruszających się po amerykańskich duktach znacznie przekracza liczbę rowerów. Jest ich dużo do tego stopnia, że po dwóch dniach przestały na mnie robić wrażenie, po trzech nie zwracałem już na nie uwagi, a po pięciu pojawiły się oznaki znudzenia w postaci ziewania. Dopiero potężny „kick-down” przemykającej Vetty był w stanie wybudzić mnie z tego letargu. W ten sposób doszliśmy do najwyższej półki aut w USA. Miastem, w którym spotkałem najwięcej jeżdżących rodzynków było Miami. Przed pewną knajpą na słynnym Ocean Drive zgromadziła się całkiem imponująca kolekcja czterech kółek: Ferrari 458 Italia, Mclaren MP4-12C, Bentley Continental GT Convertible, a widok kanarkowego Lamborghini Aventadora oraz matowego Rolls Royce’a Phantoma dwie przecznice dalej  spowodował, że moje oczy świeciły się jak pięciozłotówki. Ba! Jak milion dolarów.

Dodge Viper Hardtop

Jednak samochodem, który wzbudził we mnie największe emocje był krwisto czerwony Dodge Viper w rzadko spotykanej odmianie hardtop. W jednej chwili odżyły wspomnienia z dzieciństwa – wieczory spędzone przed telewizorem z serialem „Viper”, czas kiedy rzucało się wszystko i biegło przed odbiornik TV na spotkanie z samochodem marzeń. Mimo swoich amerykańskich korzeni auto z pod znaku jadowitej żmii jest okazem unikatowym na tamtejszych drogach. Lokalni kierowcy doskonale wiedzą o narowistym charakterze tego modelu i być może w obawie przed śmiertelnym ukąszeniem rezygnują z posiadania Vipera. Złośliwi nadali mu przydomek „widow maker”, bo swego czasu zbierał całkiem spore żniwa wśród odważnych próbujących jechać nim na krawędzi ryzyka.

Chevrolet Camaro

Na koniec tej części chciałbym wspomnieć o czymś czego brakuje mi kiedy przechadzam się ulicami polskich miast, a czego pod dostatkiem w Stanach. Jest to dźwięk. Kiedy spacerowałem wzdłuż jezdni nie potrzebowałem słuchać muzyki z odtwarzacza mp3 na słuchawkach, ponieważ prawdziwa „muzyka” dobiegała z układów wydechowych samochodów przejeżdżających obok mnie. Przeważnie były to symfonie grane przez jednostki V6, V8 i V10. Miód na uszy. Oczywiście jest to podyktowane cenami paliwa (około 3,70$/galon. 1 gal=3,78 l) i tradycją w konstruowaniu silników widlastych o dużej pojemności. Obecność R4 czy R6 była znikoma i nikomu nie potrzebna. Może jedynie przedstawicielom organizacji terrorystycznej zwanej Greenpeace, choć oni woleliby auta napędzane wodą lub trawą. Taka sytuacja.

Zapraszam do obejrzenia pełnej galerii zdjęć na https://www.facebook.com/Mikedrives

W kolejnej części przybliżę Wam zwyczaje panujące na drogach w USA.

See u guys!

Lamborghini Gallardo Superleggera SpyderPlymouth ProwlerDodge ViperFord street roadster

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.