Wspomnienia z USA (cz.II)

Interstate 95

Interstate 95 – Autostrada międzystanowa numer 95, żar niemiłosiernie leje się z nieba, klimatyzacja ostatkiem sił schładza atmosferę w aucie, z głośników płynie melodia Wake me up, a moja prawa stopa automatycznie budzi się do życia i z większym entuzjazmem napiera na pedał gazu. 50, 60, 70 mph, wskazówka prędkościomierza zatrzymuje się. Jak to?! Przecież to niewiele ponad 110km/h – podpowiada mi serce. Rozum jednak szybko przypomina o ograniczonej ilości zielonych banknotów w portfelu i srogich karach nakładanych na nieroztropnych kierowców. Tak moi drodzy, w większości stanów ograniczenia prędkości na autostradach wahają się od 65 do 75 mil na godzinę. Na drogach w terenie niezabudowanym jest to średnio 55-65 mph, natomiast w miastach schodzi aż do 15-40 mph.

image419Limity prędkości od zawsze stanowiły bolączkę dla przyjezdnych podróżujących po USA samochodem. O ile w mieście restrykcje te nie dokuczały tak bardzo, o tyle na czteropasmowych autostradach mocno irytowały. Na kierowców, których poziom irytacji sięgnął zenitu i postanowili zignorować przepisy, czekały niespodzianki w postaci mandatów w wysokości przyprawiających o ból głowy lub nawet metalowe bransoletki w przypadku cięższych wykroczeń. Na szczęście auto, którym dysponowałem nie prowokowało do ostrej jazdy. Biały Chevrolet Cruze z mizernym dwulitrowym silnikiem i ospałym automatem świetnie nadawał się do powolnego toczenia się po bulwarach Miami nie tylko za sprawą słabych osiągów, ale również dlatego, że wśród aut, których ceny startowały od 50 tys. $, wyglądał po prostu egzotycznie! Do „plusów” tego modelu należy również dopisać zerowe zainteresowanie ze strony płci żeńskiej, dzięki czemu moja dziewczyna mogła spać spokojnie na przestronnej tylnej kanapie Cruze’a.

Skoro jesteśmy już w temacie spania, to muszę przyznać, że długa podróż autostradami i drogami szybkiego ruchu jest nudna i monotonna. Wszyscy uczestnicy ruchu utrzymują praktycznie identyczną prędkość mieszczącą się w granicach przepisów. Nieważne czy lewym pasem w żółtym Lamborghini Gallardo jedzie obwieszony złotem latynoski macho ze swoją portorykańską pięknością czy starsza kobieta w leciwym Fordzie Explorerze, ich tempo nie różni się znacznie. W takich warunkach, nie lubiany przeze mnie tempomat okazał się urządzeniem niebywale użytecznym. Taki styl jazdy wynika przede wszystkim z respektu jakim kierowcy darzą lokalne organy władzy. Amerykańska policja drogowa –  „Highway Troopers” nie patyczkuje się z piratami drogowymi nakładając na nich dotkliwe kary i nie warto liczyć na ich pobłażliwość. Pod żadnym pozorem nie należy próbować przekupienia policjanta, bo może mieć to bardzo przykre konsekwencje – resztę wakacji możemy spędzić za kratkami.

IMG_1114

Różnic w zwyczajach i przepisach ruchu drogowego między Ameryką i Europą jest znacznie więcej. Głównie dotyczą one kultury jazdy. Na przykład klakson uważany jest tam za instrument prymitywny i kierowcy używają go jedynie w ekstremalnych sytuacjach. W miastach należy zwrócić szczególną uwagę na pieszych, którzy przyzwyczajeni do kultury drogowej i bezkolizyjnego przechodzenia przez jezdnie, często nie patrzą na samochody, gdy wchodzą na przejście dla pieszych. Ciekawostką w tym temacie jest fakt, iż w Nowym Jorku dozwolone jest przechodzenie na czerwonym świetle, jeśli tylko nie zakłócamy w ten sposób ruchu samochodowego. W tym samym mieście, zostawiając nasze auto w domu oszczędzimy nie tylko sporo nerwów z powodu wszechobecnych korków, ale również pieniądze – 1h parkowania w centrum Manhattanu kosztuje 25$. Z kolei jeśli ktoś liczy na poruszanie się po Stanach Zjednoczonych autostopem to może się rozczarować, bowiem ta opcja transportu ma tam bardzo złą opinię i w większości stanów jest prawnie zabroniona. Natomiast dobrym zwyczajem obowiązującym na drogach tego kraju jest tzw. „no tailgating” co sprowadza się do zachowania bezpiecznej odległości za samochodem jadącym przed nami.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na pomysł, który pozwala skutecznie redukować ruch pojazdów poprzez wykorzystanie idei „grupowych dojazdów”. W tym celu wyodrębnione zostały dodatkowe pasy ruchu dla pojazdów z wieloma pasażerami (HOV – High Occupancy Vehicle lane). Występują one na drogach USA oraz Kanady i oznaczone są specjalnym emblematem w kształcie diamentu. Uważam, że wprowadzenie  tej koncepcji w Polsce mogłoby przyczynić się do rozluźnienia sytuacji w miastach i obwodnicach. Jednak, widząc jak „sumiennie” przestrzegamy kodeksu ruchu drogowego, mam pewne obawy co do skuteczności tego rozwiązania.

Przemierzyłem blisko 1000 mil amerykańskimi szlakami komunikacyjnymi i nasuwa mi się pewien wniosek. Amerykanie odznaczają się znacznie wyższą kulturą jazdy. Jednocześnie ich umiejętności za kółkiem są marne o czym świadczy masa drobnych błędów notorycznie popełnianych. Powyższy obraz nie pozwala mi uznać Jankesów za dobrych kierowców.

IMG_1058 IMG_1089 IMG_0980 image157 image155

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.