Test: BMW 328i (e46), czyli 6 powodów dla których powinieneś mieć go w swoim garażu

Po długiej przerwie mikedrives powraca!

Tym razem w teście ponadczasowego BMW e46 w wersji 328i touring. Jednorazowo trochę zmieniłem formę filmu, ale niezmiennie zachowując pierwiastek humorystyczny 🙂 Jak zwykle liczę na Wasze opinie w komentarzach tu lub na kanale YT pod filmem. Serdecznie zapraszam!

…aha, jak pewnie zauważyliście jest to trzeci test BMW pod rząd. To prawda uwielbiam beemki dlatego tak chętnie nimi jeżdżę i na pewno jeszcze nie jedną tu ujrzycie. Nie mniej jednak w 2016 postaram się trochę urozmaicić wachlarz marek samochodów.

Test: BMW e30

Z roku na rok producenci „kastrują” nas z bezpośrednich wrażeń zza kierownicy samochodów przy pomocy coraz to bardziej zaawansowanych technologii. Ja postanowiłem zrobić krok wstecz i przypomnieć sobie jak prowadzi się i co potrafi jeden z najlepszych modeli lat 90-tych. Klasycznie piękne BMW e30 coupe.

Dynamiczne sprinty, długie drifty czy dostojna jazda – to auto potrafi zadziwić.

Zapraszam do obejrzenia mojego filmu!

IMG_1206bmw IMG_1140bmw IMG_1125bmw IMG_1115bmw IMG_1112bmw IMG_1089bmw IMG_1069bmw IMG_1093bmw IMG_1096bmw IMG_1108bmw IMG_1207bmw

Lubię starsze…

Galeria

W tej galerii znajduje się 16 zdjęć.

Stoję na Columbus Avenue i popijam mrożoną kawę kiedy nieopodal mnie przetacza się czerwony Desoto Firesweep – amerykańska marka produkująca samochody w latach 1928-1961, podlegająca pod koncern Chrysler. Moje zdziwienie jest równie duże i długie jak bryła auta, od którego … Czytaj dalej

50-te urodziny Porsche 911 Carrera

Niedzielnym popołudniem otrzymałem wiadomość na facebooku. Okazało się, że jestem jednym ze szczęśliwców, którzy jadą z ekipą Auto Świat na przejażdżkę Porsche 911 Carrera 50th Anniversary. Nie zastanawiając się ani chwili, potwierdziłem swoją obecność i w oczekiwaniu na poniedziałkowy poranek, oddałem się lekturze informacji na temat limitowanej edycji tego „porszaka”.

Prosiak 911 50th

Producent z Zuffenhausen postanowił uczcić 50-lecie istnienia modelu 911, wypuszczając jego limitowaną edycję w liczbie 1963 egzemplarzy. Za bazę do jego stworzenia posłużyła Carrera S, której 6-cylindrowy silnik typu bokser osiąga moc 400KM i zapewnia przyspieszenie 0-100 km/h w czasie  4,3 s oraz prędkość maksymalną 298 km/h w przypadku automatycznej skrzyni biegów PDK. W tym momencie na mojej twarzy rysował się szeroki, niekontrolowany uśmiech, a apetyt na przejażdżkę „jubilatem” wzrósł do niebezpiecznych rozmiarów. Musiałem jednak ochłonąć, bo od spotkania z autem dzieliła mnie cała noc, która na szczęście nie przyniosła kolejnych opadów deszczu, co zwiastowało dobre warunki do jazdy.

3.8 Boxer

Następnego dnia z samego rana, zgodnie z instrukcją, zjawiłem się pod redakcją, gdzie czekali już pozostali zwycięzcy konkursu. Wkrótce czarnym Multivanem podjechał Radek (Top Gear Polska).     Po chwili na horyzoncie pojawił się również Błażej (Auto Świat, organizator) w 911-stce polakierowanej na jasny Geyser Grey – jeden z dwóch kolorów, w których oferowany jest ten samochód. Niestety odcień do bólu przypomina ten z pojemników na odzież używaną i osobiście wybrałbym ciemniejszą wersję tego modelu. „Na szczęście” wszystkie znaki na niebie i ziemi, jak również liczba zer na moim koncie, wskazują na to, że w najbliższym czasie nie będę nękany problemem wyboru koloru nowego Porsche. Gdy ekipa była już w komplecie, nie czekając ani chwili dłużej obraliśmy kierunek Jastrząb, gdzie firma ITS Michalczewski buduje nowoczesny autodrom, docelowo mający spełniać funkcję Centrum Bezpieczeństwa i Techniki Jazdy. Mimo, iż obiekt nie jest jeszcze gotowy, to najważniejszy etap budowy, czyli wylanie trzech warstw asfaltu, jest już ukończony co pozwoliło na przeprowadzenie testów.

P1020465 P1020417

Zaraz po dotarciu na miejsce i serdecznym powitaniu, wykorzystałem fakt, że Porsche stało potulnie na uboczu i dokładnie przyjrzałem mu się z bliska. To co z zewnątrz odróżnia 50th Anniversary Edition od zwykłej „eski” to rzucające się w oczy klasyczne 20-calowe felgi wzorowane na modelu Fuchs, lusterka boczne SportDesign i emblemat „911 50” na klapie silnika. We wnętrzu auta czeka nas niemiła niespodzianka. Środkowa część siedziska i oparcia foteli została wykończona brzydkim materiałem w kratkę, który w dotyku jest zwyczajnie tani. Rozumiem nawiązanie do tradycji, jednak ten zabieg stylistyczny po prostu się nie udał. Poza niefortunną tapicerką kokpit zachował wszystkie cechy seryjnej Carrery. Będąc już w środku nie mogłem odmówić sobie krótkiej przegazówki, oczywiście po uprzednim włączeniu funkcji głośnego wydechu. Otwarciu przepustnicy towarzyszy basowy ryk chrapliwego boksera, plecy pokrywają ciarki, a serce zaczyna bić szybciej. Z tej euforii wyrywa mnie Błażej mówiąc, że czas zaczynać jazdy.

P1020441

P1020446Silnik rozgrzany, wskaźnik temperatury oleju pokazuje optymalną wartość. Zwycięzcy czytelnicy po kolei ochoczo zasiadają na fotelu pasażera 911-stki, aby odbyć kilka okrążeń po torze.  Z racji, iż była to 50-ta rocznica istnienia modelu, każdy przejazd okraszony był urodzinową piosenką lub inną formą celebracji tego wydarzenia. Po niespełna pół godziny nadchodzi moja kolej. Ku mojemu zdziwieniu zmiana zachodzi również na fotelu kierowcy, za sterami zasiada Radek. Z początku miałem obawy co do tego czy będzie on wstanie od razu pojechać naprawdę szybko, jednak okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Procedura Launch Control uruchomiona, wskazówka obrotomierza wędruje w górę i już po chwili auto katapultuje nas do przodu. Po tym jak po starcie zostałem wgnieciony w fotel, w następnych partiach toru moje ciało rzucane było we wszystkie możliwe strony razem z resztkami Snickersa w moim brzuchu, którego zjadłem tuż przed. Mimo, że testowany egzemplarz był wyposażony w hamulce standardowe (nie ceramiczne), ostre dohamowania  nie robiły na nich wrażenia i skutecznie zatrzymywały Porsche przed metalowymi barierkami. Auto było zwarte i stabilne w zakrętach nawet przy 3-cyfrowych prędkościach. Zbyt ochocze dodanie gazu w zakręcie skutkowało pojawiającą się podsterownością, jednak trzeba pamiętać, że silnik znajduje się z tyłu i lekki przód będzie czasem uciekał na zewnątrz łuku. Na szczęście Radek szybko zorientował się w sytuacji i znalazł sposób na „postawienie” auta bokiem, fundując mi przy tym niezłą zabawę. Niestety mój przejazd rychło dobiegł końca i w kolejce czekała już kolejna osoba. Potwierdzeniem ostrej jazdy z pewnością był zapach zużytych hamulców unoszący się wokół auta i rozgrzane opony, przy których mogłem ogrzać skostniałe na wietrze dłonie.

P1020449

Podczas  gdy, spotkanie powoli dobiegało końca moją uwagę przykuł inny samochód znajdujący się na torze. Był to biały Mercedes A45 AMG. Mając chwilę czasu zajrzałem do jego wnętrza, gdzie bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jakość wykonania i dbałość o detale, jak choćby dysze nawiewu do złudzenie przypominające te z SLSa. Mimo, że pod maską znajduje się 4-cylindrowy silnik o pojemności 2 litrów to basowy dźwięk jaki dobiega z końcówki układu wydechowego nie odstaje bardzo od tego z 911.

P1020454

Wróćmy jednak do naszego jubilata, który zakończył już wszystkie przejazdy i czekał na oficjalne pożegnanie. Wspólnie zaśpiewaliśmy mu „100 lat” oraz zdmuchnęliśmy świeczki z tortu, którego na urodzinach bynajmniej nie mogło zabraknąć. Tym uroczystym akcentem Błażej zakończył moją randkę z 50-letnią Carrerą (Boże, jak to brzmi!). Na koniec chciałbym pogratulować redakcji Auto Świat za zorganizowanie fajnego eventu, dzięki któremu garstka fanów motoryzacji mogła poznać legendę w klasie sportowych coupe. Liczę, że tego typu wydarzenia na stałe zagoszczą na liście planów budżetowych w kolejnych latach funkcjonowania magazynów motoryzacyjnych należących do firmy Ringier Axel Springer.

P1020483P1020473 P1020460 P1020459 P1020426 P1020419

Do obejrzenia pełnej galerii zdjęć z tego wydarzenia zapraszam na fanpage na facebooku https://www.facebook.com/Mikedrives

Wspomnienia z USA (cz.II)

Interstate 95

Interstate 95 – Autostrada międzystanowa numer 95, żar niemiłosiernie leje się z nieba, klimatyzacja ostatkiem sił schładza atmosferę w aucie, z głośników płynie melodia Wake me up, a moja prawa stopa automatycznie budzi się do życia i z większym entuzjazmem napiera na pedał gazu. 50, 60, 70 mph, wskazówka prędkościomierza zatrzymuje się. Jak to?! Przecież to niewiele ponad 110km/h – podpowiada mi serce. Rozum jednak szybko przypomina o ograniczonej ilości zielonych banknotów w portfelu i srogich karach nakładanych na nieroztropnych kierowców. Tak moi drodzy, w większości stanów ograniczenia prędkości na autostradach wahają się od 65 do 75 mil na godzinę. Na drogach w terenie niezabudowanym jest to średnio 55-65 mph, natomiast w miastach schodzi aż do 15-40 mph.

image419Limity prędkości od zawsze stanowiły bolączkę dla przyjezdnych podróżujących po USA samochodem. O ile w mieście restrykcje te nie dokuczały tak bardzo, o tyle na czteropasmowych autostradach mocno irytowały. Na kierowców, których poziom irytacji sięgnął zenitu i postanowili zignorować przepisy, czekały niespodzianki w postaci mandatów w wysokości przyprawiających o ból głowy lub nawet metalowe bransoletki w przypadku cięższych wykroczeń. Na szczęście auto, którym dysponowałem nie prowokowało do ostrej jazdy. Biały Chevrolet Cruze z mizernym dwulitrowym silnikiem i ospałym automatem świetnie nadawał się do powolnego toczenia się po bulwarach Miami nie tylko za sprawą słabych osiągów, ale również dlatego, że wśród aut, których ceny startowały od 50 tys. $, wyglądał po prostu egzotycznie! Do „plusów” tego modelu należy również dopisać zerowe zainteresowanie ze strony płci żeńskiej, dzięki czemu moja dziewczyna mogła spać spokojnie na przestronnej tylnej kanapie Cruze’a.

Skoro jesteśmy już w temacie spania, to muszę przyznać, że długa podróż autostradami i drogami szybkiego ruchu jest nudna i monotonna. Wszyscy uczestnicy ruchu utrzymują praktycznie identyczną prędkość mieszczącą się w granicach przepisów. Nieważne czy lewym pasem w żółtym Lamborghini Gallardo jedzie obwieszony złotem latynoski macho ze swoją portorykańską pięknością czy starsza kobieta w leciwym Fordzie Explorerze, ich tempo nie różni się znacznie. W takich warunkach, nie lubiany przeze mnie tempomat okazał się urządzeniem niebywale użytecznym. Taki styl jazdy wynika przede wszystkim z respektu jakim kierowcy darzą lokalne organy władzy. Amerykańska policja drogowa –  „Highway Troopers” nie patyczkuje się z piratami drogowymi nakładając na nich dotkliwe kary i nie warto liczyć na ich pobłażliwość. Pod żadnym pozorem nie należy próbować przekupienia policjanta, bo może mieć to bardzo przykre konsekwencje – resztę wakacji możemy spędzić za kratkami.

IMG_1114

Różnic w zwyczajach i przepisach ruchu drogowego między Ameryką i Europą jest znacznie więcej. Głównie dotyczą one kultury jazdy. Na przykład klakson uważany jest tam za instrument prymitywny i kierowcy używają go jedynie w ekstremalnych sytuacjach. W miastach należy zwrócić szczególną uwagę na pieszych, którzy przyzwyczajeni do kultury drogowej i bezkolizyjnego przechodzenia przez jezdnie, często nie patrzą na samochody, gdy wchodzą na przejście dla pieszych. Ciekawostką w tym temacie jest fakt, iż w Nowym Jorku dozwolone jest przechodzenie na czerwonym świetle, jeśli tylko nie zakłócamy w ten sposób ruchu samochodowego. W tym samym mieście, zostawiając nasze auto w domu oszczędzimy nie tylko sporo nerwów z powodu wszechobecnych korków, ale również pieniądze – 1h parkowania w centrum Manhattanu kosztuje 25$. Z kolei jeśli ktoś liczy na poruszanie się po Stanach Zjednoczonych autostopem to może się rozczarować, bowiem ta opcja transportu ma tam bardzo złą opinię i w większości stanów jest prawnie zabroniona. Natomiast dobrym zwyczajem obowiązującym na drogach tego kraju jest tzw. „no tailgating” co sprowadza się do zachowania bezpiecznej odległości za samochodem jadącym przed nami.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na pomysł, który pozwala skutecznie redukować ruch pojazdów poprzez wykorzystanie idei „grupowych dojazdów”. W tym celu wyodrębnione zostały dodatkowe pasy ruchu dla pojazdów z wieloma pasażerami (HOV – High Occupancy Vehicle lane). Występują one na drogach USA oraz Kanady i oznaczone są specjalnym emblematem w kształcie diamentu. Uważam, że wprowadzenie  tej koncepcji w Polsce mogłoby przyczynić się do rozluźnienia sytuacji w miastach i obwodnicach. Jednak, widząc jak „sumiennie” przestrzegamy kodeksu ruchu drogowego, mam pewne obawy co do skuteczności tego rozwiązania.

Przemierzyłem blisko 1000 mil amerykańskimi szlakami komunikacyjnymi i nasuwa mi się pewien wniosek. Amerykanie odznaczają się znacznie wyższą kulturą jazdy. Jednocześnie ich umiejętności za kółkiem są marne o czym świadczy masa drobnych błędów notorycznie popełnianych. Powyższy obraz nie pozwala mi uznać Jankesów za dobrych kierowców.

IMG_1058 IMG_1089 IMG_0980 image157 image155

Wspomnienia z USA (cz.I)

Byłem tam. W kraju ogromnych możliwości, wielkich ludzi, potężnych korporacji, gigantycznych pieniędzy i …obfitych biustów. Byłem w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jednak nie piszę tego postu żeby się chwalić i  rozpływać nad wyjątkowością tego miejsca. Chcę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami z podróżowania  tamtejszymi szosami, zwyczajami panującymi na drogach i trendami w amerykańskiej motoryzacji. Let’s roll!

Cadillac Escalade Pickup

Jak część z Was z pewnością zdążyła zauważyć w drugim zdaniu panuje wiele epitetów wyrażających rozmiar. Tak, Stany są krajem kochającym format XXL i manifestują to na każdym kroku. W świecie motoryzacji producenci wyznają zasadę „im więcej tym lepiej”. Tyczy się to nadwozia, mocy silnika, felg oraz specyfiki  osi, bowiem wiele aut typu pickup posiada podwójną tylną oś. Skoro już jesteśmy przy pickupach to warto zaznaczyć, że są to jedne z najczęstszych wersji nadwoziowych spotykanych w USA. Ford F-150, Dodge Ram czy Toyota Tundra to modele, które cieszą się największym powodzeniem wśród „rednecków”. Sam miałem okazję jeździć Fordem F-150 oraz Dodgem Dakota z silnikiem V6. Niesamowite jest to, jak auta o takich gabarytach swobodnie i bez wysiłku rozwijają moc i ze spokojem nabierają prędkości. Przyjemność z ich prowadzenia była nie mniejsza niż w przypadku lekkiego coupe, aczkolwiek zupełnie inna.

Ferrari Italia

Jednak samochodami cieszącymi się największą popularnością w Ameryce są SUVy. Szansa na to, że tuż za rogiem zobaczymy Chevroleta Suburbana jest równie duża jak na kolejny przegrany mecz polskiej reprezentacji w piłkę nożną (sorry chłopaki). Osobiście bardzo mi się ten trend podoba, ponieważ miałem częstą okazję radować oko moim ulubionym przedstawicielem tego gatunku, czyli Cadillakiem Escaladem. Gdy tylko się pojawiał na ulicy, czuć było w powietrzu powiew elegancji w nowoczesnym wydaniu i dźwięk spokojnie mruczącego V8. Szkoda, że w Polsce jest to wciąż widok egzotyczny. Z kolei, wyznawców american muscle z pewnością ucieszy fakt, że liczba Fordów Mustangów oraz Chevroletów Camaro poruszających się po amerykańskich duktach znacznie przekracza liczbę rowerów. Jest ich dużo do tego stopnia, że po dwóch dniach przestały na mnie robić wrażenie, po trzech nie zwracałem już na nie uwagi, a po pięciu pojawiły się oznaki znudzenia w postaci ziewania. Dopiero potężny „kick-down” przemykającej Vetty był w stanie wybudzić mnie z tego letargu. W ten sposób doszliśmy do najwyższej półki aut w USA. Miastem, w którym spotkałem najwięcej jeżdżących rodzynków było Miami. Przed pewną knajpą na słynnym Ocean Drive zgromadziła się całkiem imponująca kolekcja czterech kółek: Ferrari 458 Italia, Mclaren MP4-12C, Bentley Continental GT Convertible, a widok kanarkowego Lamborghini Aventadora oraz matowego Rolls Royce’a Phantoma dwie przecznice dalej  spowodował, że moje oczy świeciły się jak pięciozłotówki. Ba! Jak milion dolarów.

Dodge Viper Hardtop

Jednak samochodem, który wzbudził we mnie największe emocje był krwisto czerwony Dodge Viper w rzadko spotykanej odmianie hardtop. W jednej chwili odżyły wspomnienia z dzieciństwa – wieczory spędzone przed telewizorem z serialem „Viper”, czas kiedy rzucało się wszystko i biegło przed odbiornik TV na spotkanie z samochodem marzeń. Mimo swoich amerykańskich korzeni auto z pod znaku jadowitej żmii jest okazem unikatowym na tamtejszych drogach. Lokalni kierowcy doskonale wiedzą o narowistym charakterze tego modelu i być może w obawie przed śmiertelnym ukąszeniem rezygnują z posiadania Vipera. Złośliwi nadali mu przydomek „widow maker”, bo swego czasu zbierał całkiem spore żniwa wśród odważnych próbujących jechać nim na krawędzi ryzyka.

Chevrolet Camaro

Na koniec tej części chciałbym wspomnieć o czymś czego brakuje mi kiedy przechadzam się ulicami polskich miast, a czego pod dostatkiem w Stanach. Jest to dźwięk. Kiedy spacerowałem wzdłuż jezdni nie potrzebowałem słuchać muzyki z odtwarzacza mp3 na słuchawkach, ponieważ prawdziwa „muzyka” dobiegała z układów wydechowych samochodów przejeżdżających obok mnie. Przeważnie były to symfonie grane przez jednostki V6, V8 i V10. Miód na uszy. Oczywiście jest to podyktowane cenami paliwa (około 3,70$/galon. 1 gal=3,78 l) i tradycją w konstruowaniu silników widlastych o dużej pojemności. Obecność R4 czy R6 była znikoma i nikomu nie potrzebna. Może jedynie przedstawicielom organizacji terrorystycznej zwanej Greenpeace, choć oni woleliby auta napędzane wodą lub trawą. Taka sytuacja.

Zapraszam do obejrzenia pełnej galerii zdjęć na https://www.facebook.com/Mikedrives

W kolejnej części przybliżę Wam zwyczaje panujące na drogach w USA.

See u guys!

Lamborghini Gallardo Superleggera SpyderPlymouth ProwlerDodge ViperFord street roadster

W innym stanie

Ogłaszam krótką (bo tylko 3 miesięczną) przerwę w aktywnym funkcjonowaniu bloga. Wyjeżdżam sprawdzić czy „american dream” to nadal aktualna sprawa 🙂

Niemniej jednak, czeka Was miła niespodzianka w postaci filmiku z nowego testu, dodatkowo okraszonego fajnymi zdjęciami. Auto to absolutna klasyka gatunku niemieckiej motoryzacji z pod znaku BMW.

W miarę możliwości będę starał się dostarczać Wam zdjęć amerykańskiej myśli motoryzacyjnej.

I will be back!

Gdy znajdziemy się na zakręcie…

…redukcja, but i odcięcie!

Kto nie lubi zapachu spalonego „kapcia”, dźwięku ryczących silników i podniesionej andrenaliny, ręka do góry? Osobiście takiej osoby jeszcze nie spotkałem. Spotkałem za to masę pozytywnie zakręconych ludzi, dla których drift stał się niemal religią. A było to 21 kwietnia na torze Poznań, gdzie odbyła się I runda Driftingowych Mistrzostw Polski (DMP).

6Monika Krzywicka

 

7

11

 

 

 

 

 

 

To co naprawdę podoba mi się w imprezach driftingowych to niepowtarzalna atmosfera. Każdy kto kupi bilet wstępu, oprócz widowiskowych przejazdów, zobaczy również ten sport od kuchni. To za sprawą zawsze otwartego dla widzów „parku maszyn”, gdzie zespoły mają swoje zaplecze techniczne. To tam mechanicy uwijają się jak w ukropie, żeby zawodnikom nie zabrakło mocy pod butem, a opony mogły się przyjemnie „smażyć”. Możemy obejrzeć z bliska mocarne maszyny, pogadać z ich właścicielami, a na koniec zrobić sobie zdjęcie ze ślicznymi hostessami (pozdrawiam dziewczyny z Budmatu!).

8 91012

Nie inaczej było w Poznaniu, który przez wielu uznawany jest za „home of polish drifters”. Mógłbym teraz opisywać po kolei starcia zawodników, najlepsze przejazdy, wypadki, lecz nie miałoby to sensu. To trzeba po prostu zobaczyć. Zatem zbierajcie znajomych, wsiadajcie w samochody (pociągi czy PKS-y) i przyjeżdżajcie 17-18 maja na tor Kielce na II rundę DMP. Jestem przekonany, że połkniecie bakcyla tego sportu.

Na zachętę wrzucam filmik i kilka fotek z imprezy. Miłego oglądania!

1 2 3

Źródła:
Filmik – Filmopasja
Zdjęcia – KURCZOKWORKS , FotoIzydor , Filip Flisek